niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział V

Moje drogie, nie wiem, co dalej, patrząc na to, że dalej nadal nie ma nic. Więc jest pięknie :D


******

Po wysprzątaniu mieszkania, o dziwo w kompletnej ciszy, usiadłam na balkonie z końcówką Jacka Daniels'a, colą, szklanką i fajkami. Płytki przez poranną porę były strasznie zimne, ale jakoś niespecjalnie mnie to wzruszało. Flora nie odezwała się od półtorej godziny nawet słowem. Nie wiem, czy to kwestia szczęścia, nieszczęścia, rozżalenia, depresji... Matko Boska! Myślę nad tym co ma w głowie, a z tego zmęczenia nawet ani razu Jej o to nie spytałam. No ja pierdolę. Rewelacyjna ze mnie przyjaciółka, naprawdę. Przywaliłam sobie skromnego facepalma z plasknięciem na pół osiedla, i już miałam wstać i iść do Niej, gdy potargana, totalnie nieogarnięta, z lekko styranym makijażem po wczorajszym melanżu Flora stanęła w drzwiach balkonowych. 
-Stało się coś? Słyszałam, jak wyjebałaś sobie z liścia. A robisz to rzadko, w sumie tylko wtedy, gdy myślisz o czymś, o czym nie powinnaś.- spytała z zatroskanym uśmiechem. No tak, cała Flora. Choćbym nie wiem jak nawalała jako przyjaciółka, zawsze zmartwiona i kochająca...
-To był raczej facepalm w skutek demotywacji swoim własnym, jakże nieprzyjacielskim zachowaniem...- odpowiedziałam, analizując to, jak to dziwnie ujęłam. Polałam sobie jacka z colą, i spojrzałam na nią pytająco. Westchnęła głęboko, zarzuciła swe bujne loki do tyłu, i poszła do kuchni po szklankę. Od zawsze w sumie miałyśmy tak, że rozumiałyśmy się bez słów. Choć jak na fakt tego, że kiedyś się strasznie nie lubiłyśmy, było to bardzo dziwne zjawisko na samym początku pozytywnej trasy tej znajomości. Przesunęłam opuszkiem palca po chłodnym brzegu szklanki. Wiatr delikatnie zawiał, przez co przeszedł mnie dreszcz... Jak na tą porę i tak jest wyjątkowo ciepło. Pamiętam, jak spędzałyśmy razem pierwszy swój taki poranek. Kompletny przypadek, wtedy pierwszy raz ktoś zrezygnował ze mnie dla kogoś innego... I nie to, że z Nim byłam. Pfff, parsknęłam sama do siebie. Przecież nigdy tak naprawdę nie był mój. Miał święte prawo tak po prostu odejść.  Ale żeby przyjść i oświadczyć mi `To jest Kasia, moja nowa... dziewczyna.` z uśmiechem wymalowanym na twarzy po tym, jak kochał się ze mną dwie noce wcześniej? No właśnie. Kochał. Nie uprawiał seks, nie przeleciał... `Ali, jesteś najpiękniejszym co mnie spotkało w życiu, oby to trwało wiecznie.` a ja głupia wierzyłam. Wierzyłam? Może po prostu chciałam wierzyć. W końcu lubiłam wszelakie bajki i happy endy. Taka moja pieprzona słabość, jak na nastolatkę przystało. Oczywiście nie to, że z tego wyrosłam czy coś, broń boże. Pewnie dlatego to z Nim był też ten cholerny, pierwszy raz... Głupia gówniara. Szkoda tylko, że zanim się zdecydowałam wejść w to na poważnie, a w zasadzie poinformować Go o tym, że mimo swej przeszłości się tego podejmę... On tak po prostu przyprowadził Ją. Piękną, seksowną, cycatą blondynę. Na moje urodziny...! Łzy pokazały mi się ponownie w oczach, a dłonie zaczęły drżeć. 
-Czy Ty znowu myślisz o swojej przeszłości z Matim?- spytała, odchrząknąwszy. Tak, nasze czytanie sobie w myślach miało swoje minusy...
-Raczej o jego wieeeelkiej miłości z Lolitką.- tak, tak właśnie nazywali Kasię. Że też to Mateuszowi nie dało do myślenia. Chyba po prostu za mało literatury francuskiej. No nic...
-Hah, no tak. Lolitka... Ali, daj sobie spokój. Proszę.- usiadła za mną na zimnej posadzce, i objęła mnie, dokładnie tak samo, jak kilka lat temu. Wtedy łzy leciały potokiem, a mimo całej nienawiści do siebie nawzajem za przeszłość, obdarzyła mnie takim ciepłem, dokładnie tym samym, co dziś jako przyjaciółka... Kasia bardzo szybko kopnęła Go w dupę. Zaraz po tym, gdy na imprezie Jego ojca poznała jakiegoś pieprzonego właściciela salonu samochodowego. Istotne jest to, że między Nimi było jakieś 20 lat różnicy? Nie sądzę...
-I w sumie, gdyby nie Oni, nie byłybyśmy teraz tak blisko, a ja bym nie poznała chłopaków. Toma zwłaszcza...- ścisnęła mnie mocniej i cmoknęła w policzek. Pociągnęłam łyka swojego ulubionego trunku na tak ciężkie poranki i odchrząknęłam.
-No właśnie, co z tym Tomem? I jak w ogóle wrażenia?- spytałam, od razu się rozpogadzając. Mateusz, wypierdalaj z mojej głowy, bo wcale nie zasługujesz na to, by występować w niej choć przez chwilę nawet jako pierdolona pchła na psie. 
-Jest fajnie. W sumie, pewnie było. Znaczy wiesz, wymiana adresem mailowym i fajnie jest, ta? I tak pewnie jestem dla Niego jakąś tam jedną z wielu, ale wiesz, nie każda fanka ma cały zespół na swoich urodzinach. Tylko wiesz, coś się zaczyna, kończy się, i takie tam inne... A powiedz mi, co jest między Tobą a Billem?- spytała, jakby co najmniej naprawdę coś było. Parsknęłam śmiechem na samo wspomnienie wieczoru spędzonego głównie z Nim. Pierwszy raz tak dobrze mi się z kimś przekomarzało i nabijało z siebie nawzajem. 
-No nic, a co ma być? Ma mnóstwo makijażu na twarzy. I nadal uważam, że hetero to On nie jest, choć wiem, że niszczę Ci tym całe Twoje młodzieńcze życie.- odpowiedziałam, z szerokim uśmiechem. Taa... Pamiętam, jak mi pierwszy raz Ich włączyła. Naprawdę? Fanka Tokio Hotel? Boże, powstrzymaj mnie od uderzenia głową w ścianę... Przecież to niemożliwe. Jak to się, do cholery stało, że ja nie zauważyłam wcześniej że coś z Nią nie tak? Ach, nie. Widziałam to przez jakieś 7 lat. Teraz nagle coś pękło. I ten kawałek, i tamten... i och i ach, bo Bill, bo Tom... Matko, jak ja przez to przebrnęłam to ja nadal nie wiem. Potem pamiętam ataki głupawki u Niej w domu, jeszcze gdy mieszkała w centrum. Do ich muzyki. Z czasem szło dla Niej przywyknąć do wszystkiego... Jej śmiech był tak zaraźliwy, że nie dało się być na niego obojętnym. Nadal nie rozumiem, jak to się stało, że stała się towarzyska dopiero w liceum, przy moim boku. Przecież Ona była stworzona wręcz do tego by otaczać się ludźmi, choćby dla Ich własnego dobra. 
Odpaliłam papierosa, podałam go Florze, i odpalając kolejnego dla samej siebie, spytałam
-Rany, uwierzyłabyś jeszcze 6 lat temu, że będziemy siedzieć na balkonie u Ciebie, pijąc whiskey, paląc szlugi, i wspominając to, że dwie godziny temu jeszcze byli tu chłopaki z TH bo Ich dla Ciebie dorwałam w LA?
Nie do wiary. Właśnie tak było. Och, i nie do wiary, jak Ona się przez te lata rozpiła. Tak, to była ta `zła cecha` którą nabyła przy mnie. Choć dla mnie to nadal nie do uwierzenia, że dziewczyna idąca do drugiej klasy liceum pije swoje pierwsze piwo w towarzystwie swej przyjaciółki po roku imprez z Nią nie pijąc wcale. to wszystko było tak bardzo wyjątkowe. Nic w tej znajomości nigdy nie było tak normalne, jak być powinno. 
-Hahahahaha. No nie, w życiu. Pamiętam nadal, jak na urodziny Twoje zaproszenie dostałam dlatego, że ubłagała Cię o to Natala. Ach, no i Mateusz... widzisz, zawsze mówiłam, że jesteś suką bez serca. A tu nagle bach, ja pomagam sprzątać dziewczynom, a Ty siedzisz na balkonie i wyjesz. Muszę przyznać- niezapomniany widok.- odpowiedziała, wybuchając śmiechem. Poczuła dziwny ucisk w brzuchu. Hm, suka bez serca. No tak, za taką dość często uchodziłam... Ale przecież to nie było wszystkim na złość, tylko po to, by chronić samą siebie i swoich bliskich. Tak jak wtedy, gdy gdy Kuba po raz pierwszy zdradził Florę. No wtedy się nie dało inaczej, jak po prostu osiedlową Księżniczkę z jednorazowego numerku poinformować, iż Kubuś lubi zmieniać zabawki na jednym placu zabaw, co jest jego częstym błędem. A na pytanie Kuby, czy nie wiem, czy Flora nie chciałaby do Niego wrócić, odpowiedzieć że Ona na pewno już pędzi do Niego ale raczej by Mu wyjebać, po czym rozmachnęłam się, przypierdzieliłam Mu i dodałam  `oops... nie zdążyła. PIERWSZA!`,  po czym odwróciłam się na pięcie, i poszłam w innym kierunku. Hahahaha. I ta jego mina... Boże, kolejny dupek w naszym życiu.
-Flora, a pamiętasz, jak planowałaś uparcie stratę dziewictwa z Kubą w ramach osiemnastych urodzin?- uśmiechnęłam się. To było niewiele przed zdradą. Zielonooka wstała, oparła się o poręcz, i pewnym siebie głosem odrzekła 
-Boże, boże, boże. Ali, nie uwierzysz, ale... jestem dziewicą!- na samo to wspomnienie obie ryknęłyśmy śmiechem. No tak! Chciała, by wszystko było idealnie, jak w bajce. A gdy zapytałam czemu nie zrobi tego wszystkiego spontanicznie, jak należy, wtedy dokładnie te słowa padły w odpowiedzi.
-A pamiętasz, jak się kłóciłaś z naszym kochanym wychowawcą caaaałe liceum?- spytała. O kurczę. No tak, pan Adam. Moja ulubiona postać z tamtych czasów. Jeśli ktokolwiek uważa, że nie ma nauczycieli, którzy przyznają się uczniom, że nie są bystrzy, i że z niczym sobie nie radzą-  powinien natychmiast poznać pana Adama, którego byłam koszmarem całe trzy cholerne lata. No, ale co w tym dziwnego, skoro stale ja musiałam być wychowawcą za Niego... Rany, ile razy broniłam dupy całej klasie, poszczególnym osobom... Taka moja słabość. Zawsze stawałam za ludźmi, broniłam Ich, pomagałam. Jedni mnie za to kochali, a inni... nienawidzili. A ile razy słyszałam, że nie zbawię całego świata... łoo matko. 
-No tak. I jak dostałam uwagę, a gdy na pytanie za co, padła odpowiedź że za bluźnienie, było jedno wielkie `kuuurwaaa noooo...` też.- otuliłam się ramionami. Robiło się chłodno, i jasno. Dopiłam drinka, polewając już kolejnego. Spojrzałam na Florę, która bez słowa podała mi swoją szklankę.
Czasami miałam wrażenie, że razem byłyśmy nieśmiertelne. No, bo jak na swój wiek, to naprawdę przeszłyśmy sporo. Znowu przeszył mnie dreszcz. Spojrzałam Florze w oczy. Nie miała w nich wypisanego tego, co przeszła. Tej nieufności wobec mężczyzn po tym, jak jeden z jej chłopaków kilkakrotnie podniósł na Nią rękę... Tego braku swobody przez nadopiekuńczą matkę... Tej nieśmiałości wobec ludzi... Tego, jaka skryta i zamknięta w sobie była z powodu wciąż tkwiących w pamięci kompleksów związanych przez złośliwe komentarze co do Jej wyglądu czy ubioru jeszcze w szkole podstawowej... Wyglądała na piękną, inteligentną i pewną siebie kobietę. I tylko ja tak naprawdę wiedziałam, co kryło się pod pięknymi, grubymi włosami, śliczną buzią, i cudownym zielonym spojrzeniem...
Tak naprawdę, wbrew temu, co wszyscy sądzili, my się wcale od siebie nie różniłyśmy. Obie sporo przeszłyśmy, choć faktem jest, że Flora ciut więcej, ale wyścig jest bardzo wyrównany. Ja, ojciec zostawił nas, gdy byłam malutka. Gdy popłakałam się przy którejś wizycie, mając osiem lat, stwierdził, żebym przestała się mazać bo bardziej pokocha mojego braciszka przyrodniego. Flora. Tatuś odszedł do młodszej, mamusia idealna, modelka, wciąż miała problemy sama ze sobą, więc co dopiero z własną córką. Nie była w stanie pojąć tego, że nasz Aniołek ma latek ciut więcej niż wtedy, gdy ojciec chciał Ją porwać za granicę wraz ze swoją raptem kilka lat starszą od Flory kochanką. Ponoć na lotnisku odbyła się scena niczym w filmach sensacyjnych podczas odbijania zakładników. Do facetów jak do ojców, żadna z nas szczęścia w życiu nie miała. I o ile u mnie można to było zgonić na karmę za mój od jakiegoś czasu tryb życia, o tyle u Niej? Nie mam pojęcia. Zwykły pech i tyle. Jeden zdradzał, drugi podniósł kilka razy rękę, trzeci, próbował zmusić do seksu... moją niewinną Gwiazdkę. Zakaz zbliżania się poszedł. Zawiasy i takie tam. Za to, że mała kurwa omal Jej nie zgwałciła... Tak, przeszła więcej ode mnie... Kochałam Ją jak siostrę, i życie bym za Nią oddała. 
Kolejny dreszcz. Boże, nawet nie wiem, kiedy w milczeniu wypiłyśmy drinki. 
-Po papierosie i spać?- spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Matko, już było jasno. Rozejrzałam się po ogródku przy balkonie. Tak, jednak mieszkanie na parterze miało swój urok. 
-Tal, stanowczo- odpowiedziałam z uśmiechem, wyciągając nam po fajce z paczki. 
-Ciekawe, czy chłopaki zostali w PL, czy wrócili do siebie, czy jak....- Flora zadręczała się, odpalając papierosa.
-Pewnie wrócili. Daj spokój. Przeżyłaś najlepszą przygodę w swoim życiu a teraz będziesz się dąsać?- pyrgnęłam Ją z bara. Nie chciał, żeby się smuciła. 
-Po za tym, nadal nie otworzyłaś od Nich prezentu! Masz zamiar to w ogóle zrobić, czy podoba Ci się sposób w jaki jest zapakowany, więc postawisz go tak sobie na półce?- spytałam, parskając śmiechem. Spojrzałam na drobny pakunek  wyglądający jak zapakowana w papier pakowny kartka A5. Byłam tak nieprzytomna, że nawet nie chciało mi się próbować domyślić, co tam jest. Zwłaszcza nie po tym, jak w ramach ogólnego prezentu wtargnęli sobie do nas na imprezę. Bo bałam się, co w takim razie może znajdować się tam.

Gdy już w końcu położyłyśmy się w wieeeelkim łóżku Flory, było tak jasno, że nie byłam pewna, czy w ogóle zasnę. Mała padłą dość szybko, a ja leżałam, zastanawiając się nad wszystkim, jak to pijana ja. I chociaż naprawdę czułam się zmęczona, to moje myśli wciąż krzątały się w kółko po wszystkich tematach świata, włącznie z tym, czy pingwiny mają kolana, byle bym tylko zasnąć nie mogła. Taaa... Tak bardzo chce mi się spać. No, dalej Ali, spaaaaać! Jedna owieczka, druga owieczka, żyrafa, krowa, żółw, stół, ikea, eeee makarena! Kurwa mać. Usiadłam z wrażenia. Łał, nawet mamy słoneczko. Tak naprawdę nadal dręczył mnie Mateusz. Pojawił się ostatnio znikąd, robi z powrotem za naszego wielkiego przyjaciela, i cały czas próbuje się dobić do mnie samej. A ja naprawdę nie chcę rozmowy z Nim sam na sam tak bardzo jak niczego innego na świecie. Unikam tego od paru tygodni, tak jak przez całe swoje życie szpinaku. Hahahaah. Moja głupota mnie naprawdę przerasta. Spojrzałam jeszcze raz za okno. Kiedyś wszystko się ułoży, i będę szczęśliwa, cholernie szczęśliwa. Nawet gdybym sobie miała to kurwa narysować... Ciekawe co ten dzisiejszy dzień przyniesie. Wtuliłam się z powrotem w poduszkę i wiedziałam, że tym razem uda mi się już usnąć...


Walenie do drzwi zerwało mnie na równe nogi. Kurwa mać, Spojrzałam na zegarek na ścianie na przeciwko łóżka. 9 rano. Kto normalny o tej godzinie się tak dobija?! Psy czy jak?! Osunęłam się prawie turlając się z łóżka. Matko Boska. Nienawidzę kogoś, kto stoi za drzwiami, ktokolwiek by to nie był. Naprawdę. Spojrzałam na Florę, która raczej nie wyglądała jakby planowała się choć obudzić, a co dopiero ruszyć do drzwi w celu ich otwarcia. Tak, jasne. Przecież to takie normalne. Spojrzałam na siebie w lusterku Jej toaletki. O matko... Pięć tysięcy kosmetyków rozrzuconych po niej, a ja na środku w lustrze wyglądająca jak idź stąd i nie wracaj. To takie klasyczne. Zaciągnęłam na siebie spodnie dresowe Flory, i w tych szarych, bawełnianych dresach i przydużej, czarnej koszulce z napisem `Pokaż Cycki Dam Ci Ciastko` maszerowałam w stronę drzwi. Oczywiście, nie byłabym sobą, gdybym się po drodze nie potknęła o powietrze, własną nogę, czy jakąkolwiek inną wyimaginowaną przeszkodę na potrzebę moich pechowych sytuacji. Ale pierdolnięcie! Na bank słyszał to ktoś nadal dobijający się do drzwi. Podeszłam więc do Nich, spojrzałam w wizjer, i nie uwierzyłam. Oparłam się o nie plecami, próbując wyrównać swój oddech. No nie! Naprawdę, do cholery?! Naprawdę?!



******

Ka. - a ja myślę, że jakby Flora wylądowała z Nim w łóżku, zrobiłoby się nudno i do dupy :P taka moja skromna opinia :D co do natchnienia- hahahahahaa. Mam nadzieję, że wróci, bo to ostatnia rzecz jaką miałam napisaną. 

Sylwia - Rany, przepraszam, mam wyrzuty sumienia że odciągam Cię od Twoich codziennych obowiązków. Wierz mi- niechcący :D Chyba każdy by zazdrościł takiej przyjaciółki. No, bynajmniej ja na pewno :D

Liza - Misiaczku mój, dbaj o pieska bo psy to najcudowniejsze i najwierniejsze stworzenia na ziemi, pamiętaj xd Ali i Bill na balkonie? oO zaraz po tym, jak ja zostanę baletnicą tańczącą główną rolę w Jeziorze Łabędzim. Jak najbardziej, wtedy właśnie tak :D A faceta, jak nie było, tak, BAM, nie ma. I o. !

Dee - Dziękuję, ale nadal nie pomogło :D mam nadzieję, że jakoś pójdzie z górki w tym tygodniu... Gwarantuję Ci, że Mateusz niestety pojawi się jeszcze nie raz i nie dwa. I choć wcale nie jest szkodliwą postacią, to będzie baardzo irytował :D A konsekwencje... ja o nich niestety nigdy nie myślałam, więc bohaterowie u mnie również niespecjalnie :P

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział IV

No dobra... Więc mamy spory problem. Po za tym rozdziałem, mam jeszcze tylko kolejny, i naprawdę- nie mam pojęcia co dalej. Znaczy mam, ale nie wiem, jak to sensownie zobrazować tak, byście widziały to moimi oczami... Krótko mówiąc, kompletnie brak mi weny do ciągu dalszego. Nadal... oO
A, i rozdział również jest... krótki. W przeciwieństwie do piątki, ale jej nadal nie wstawię. Nie, póki nie napiszę rozdziału szóstego.
Całuję! ;*

******

Gdy Flora jednak po chwili przypomniała sobie o oddychaniu, rzuciła mi się na szyję tak, że nie oddychałam ja, i to wcale nie z wrażenia.
-Ja pierdolę!!! Jak Ty Ich tu ściągnęłaś?! No nie wierzę!- piszczała. Ja też nie wierzyłam. No bo kurwa, na to akurat nie wpadłam... To może być naprawdę ciekawa impreza. Gdy Flora zeszła ze mnie, i Tom zaczął składać Jej życzenia patrząc na Nią tak, że gdyby miał umiejętność rozbierania wzrokiem, byłaby już naga, ja opierdzieliłam Billa.
-Nie mogliście mi powiedzieć, że macie w planach taki tam sobie wypad do Polski w ramach urodzin mojej przyjaciółki?
-O rany, Alicja, nie wyolbrzymiaj. Przecież to chyba najlepszy prezent jaki mogła dostać, nie?- odpowiedział, z szerokim uśmiechem.
-No jasne, ale chyba miałam prawo o tym wiedzieć. Zwłaszcza, że teraz ta impreza będzie się kręcić tylko wokół Was!- podniosłam ton. Byłam mega szczęśliwa patrząc, jak Flora obejmuje się w ramach życzeń z miłością swojego życia Tomem, ale jednocześnie podkurwiona o to, że to się potoczyło kompletnie bez mojej wiedzy. Nienawidziłam tak naprawdę po prostu o czymś nie wiedzieć...
-Jaka Ty jesteś nerwowa! Nie wszystko musisz mieć pod kontrolą. Mówiłem, że będzie pezent lepszy niż podpisy, przyjechaliśmy dla Was, a Ty się dąsasz. Kurwa, dobrze, że nie jesteśmy jednak rodzicami Małej Ani, bo przy Twoim charakterku byśmy się pewnie pozabijali- wykrzyczał, nabijając się i przedrzeźniając moją intonację. Ooooo kurwa. No fajnie ma!
-Eeee... Ala, mogłabyś porozmawiać z Florą? Bo zaczynam mieć wrażenie, że zaraz zamiast imprezować, będziemy dzwonić po karetkę i kierować się do szpitala!!- przerwał nam Tom. I dzięki bogu za to. Co ten Bill sobie w ogóle wyobraża?
Wzięłam Florę za rękę na balkon. Odpaliłam nam po fajce.
-Oddychasz?- spytałam, podając jej papierosa. Ręce jej drżały, i miała szklanki w oczach.
-Tak, jasne... tylko nadal nie mogę w to uwierzyć, że Oni tu są. Wszyscy. Zwłaszcza Tom. Tak po prostu są w moim mieszkaniu, w trakcie mojej imprezy urodzinowej. Składając mi życzenia. Przynosząc tort. I prezent. I chuj z tym prezentem w sumie. Po prostu tu są... O ja pierdolę...- powiedziała, pokazując swe wszystkie zęby w wielkim uśmiechu. Cóż, przynajmniej prezent niespodzianka się udał. No kurwa, naprawdę jestem zajebista.
Flora chyba doszła do siebie, bo zaczęła normalnie oddychać i przestała się telepać jak galaretka. Znaczy, telepała się nadal, ale ciut mniej...
Gdy weszłyśmy do środka, Chłopaki już siedzieli ze wszystkimi. No włąśnie. Wszyscy sedzą. Na kanapie, krzesełkach, a nawet na podłodze, po turecku... Szok.No, prócz Pauli i Tomka, którzy najwyraźniej byli zainteresowani o wiele bardziej sobą nawzajem, i gdzieś tam wyszli, chyba do pokoju brata Flory. KURWA. Oni tu naprawdę siedzą, i to wszystko dzięki mnie. O rany...
No więc przez 20 minut na wstępie słuchaliśmy o pewnej bardzo zdesperowanej, i szalonej jednocześnie dziewczynie, która wpadła do Nich mówiąc, że ma dziecko z Billem, choć tak naprawdę w życiu się nie widzieli. I o tym jak Ich przekonałam, i takie tam. W sumie, dość zabawnie to wyglądało z ich perspektywy. Potem Flora poopowiadała, jak to unikałam tematu wyjazdu do LA, i w końcu wie, dlaczego. A potem Tom wszem i wobec oznajmił, że to jest impreza Flory, więc nie opowiadają o sobie kompletnie nic więcej, a impreza ma wrócić z powrotem na swój tor, po czym wziął Ją do tańca. I kolejnego, i kolejnego... gdzieś tam w między czasie pakując sobie przerwę na drinki, czy ewentualnego papierosa... No, a niech mi Ją dzisiaj tylko tknie. Nogi Mu z dupy powyrywam...!

Kurwa, skąd w ogóle na pendrivie z muzyką wzięła się piosenka `When a man loves a woman`?! Flora prawie się rozpłynęła, gdy starszy ponoć Kaulitz wziął Ją po raz kolejny w swe ramiona. Większość poszła za Nimi, część do kuchni... No dobra,, idę na balkon zapalić.
Rany, piękna noc, mnóstwo gwiazd, i cholernie ciepło. Fenomenalnie...
-Naprawdę jesteś zła?- usłyszałam rozżalony głos Billa, idealnie wchodzący między wersy Percy'ego w tle.
-Nie. Po prostu nienawidzę nie mieć czegoś pod kontrolą w trakcie imprez, które po części organizuję.- odrzekłam, podając Mu ognia do papierosa którego dopiero zdążył wsunąć między swe wargi. Hm, jak na siebie, nawet całkiem męsko wyglądał. Biała koszula z podwiniętym rękawem do łokci, czarne nawet w miarę luźne jak na Niego spodnie, włosy zaczesane do tyłu... Wszystko pięknie, gdyby nie to, że musiało być choć trochę makijażu.
-Długo się przyjaźnicie?- spytał, zaciągając się. Przekalkulowałam odpowiedź na szybko w swym wypitym umyśle.
-No, już 5 lat stuknęło. Kurwa. W sumie sporo.- odpowiedziałam, delikatnie drgając. Hu, chyba jednak wcale nie jest tak ciepło. Spojrzałam na Billa, i moje oczy zderzyły się z jego czekoladowym, obojętnym spojrzeniem.
-I byłaś w stanie pojechać do LA tylko po to, by mieć dla Niej nasze podpisy? Sporo zachodu.- rzekł, subtelnie chrząkając na sam koniec. No tak w sumie, to miał rację.
-Ale jak widać, dostałam o wiele więcej, więc... chyba się opłacało.- uśmiechnęłam się, puszczając Mu oczko. O rany, muszę być na prawdę wstawiona! Wzdrygnęłam się na myśl o swojej głupocie pod wpływem alkoholu, na który reagowałam... różnie. Och nie!
-No tak, w końcu nie na każdej domówce z okazji urodzin pojawiają się takie Gwiazdy- w odpowiedzi Bill zapatrzył się w samego siebie. Cholerny narcyz. I ten pieprzony uśmiech z kurwikami w oczach... No ta...
-No tak, nie na co dzień oglądamy tu wokalistów umalowanych lepiej ode mnie, choć to ja nakładam naprawdę całkiem sporo tapety- wyszczerzyłam zęby, a On w odpowiedzi dźgnął mnie pod żebra, robiąc krzywą minę. Zaciągnęłam się po raz kolejny, gdy nagle zobaczyłam, że przygląda się nam z pokoju Mati. O cholera...
-Bill? Przytuliłbyś mnie? Trochę mi chłodno...- spytałam, będąc świadoma, że po alkoholu mi wolno. Chyba... Nie no, na pewno. A co, jak nie? Nie no, dobra, wolno Ci. A co!
-Jasne, przecież jesteś prawie matką prawie mojego dziecka- uśmiechnął się tym swoim cwanym uśmieszkiem, podszedł od tyłu, i objął mnie tak, że aż mi się nogi ugięły. Mhmm... dawno nie byłam w męskich objęciach... i ten zapach... i ile On z siebie ciepła wydawał... O kurwa... Potrzebuję chyba faceta.
-No, to kim On jest?- wyrwał mnie z rozmyślań Kaulitz.
-Ale kto?
-No... Chłopak który na nas patrzy, i który ma widzieć, jak Cię obejmuję...- wyszeptał, nachylając mi się nad uchem, a mi aż dreszcze przeszły. Ewidentnie za dużo alkoholu na dziś.
-Przecież nie jestem głupi, nie bez powodu dziewczyna która ewidentnie nie darzy mnie nie wiadomo jak wielką sympatią, chce się przytulać...- dodał, sprawiając, że przypomniałam sobie, iż wcale nie powinnam tak na Niego reagować...
-Można powiedzieć że coś w deseń byłego. Może kiedyś opowiem Ci całą historię, jak jeszcze będzie jakoś na to czas...- wysunęłam się z jego ramion, wyrzucając papierosa. Łał, Mateusza przy oknie balkonowym ani śladu!
-Mam nadzieję, że będzie!- uśmiechnął się, wziął mnie za rękę wciągając do pokoju, i od razu zrobił nam po drinku.

Powiedziałabym, że moje nudne, szare życie się odmieniło, bo przecież piłam z gwiazdą, gdyby nie fakt, że nie jestem jego fanką, i w sumie, to jednak z powodu jego sławy bardzo mi wszystko jedno.
Ogólnie to jakoś nie wiadomo jak niesamowicie na mnie nie działał, nie piszczałam na jego widok, nie mdlałam Mu w ramiona, i nie wyznawałam miłości, ale mimo wszystko zaczynał mi przypadać do gustu. Ewidentnie dobrze się dogadywaliśmy. O dziwo. Ja chyba zaczynałam po prostu wariować... Boże, Ali, naprawdę?! Dziewczyno, ogarnij się, jesteś na imprezie a rozmyślasz o swoich kontaktach z chłopakiem, którego pewnie widzisz ostatni raz na oczy. No właśnie... Mam nadzieję, że Florze nie złamie serca spotkanie pierwsze i ostatnie z Tomem. Bo gdy tak na Nich patrzę... To mam wrażenie, że Ona to gdyby nie Tom który Ją podtrzymuje, to leżała by gdzieś tam między telewizorem a Jego nogami, po tym, jak rozpłynęła by się w jakąś dziwną maź. Czy coś. Hah, będzie co wspominać. Ewidentnie...

***


Tańczyła z Tomem. Kurwa, naprawdę to robiła ! Zdała sobie sprawę nagle z tego, że kocha Ali jeszcze bardziej, niż 3 godziny temu, chociaż i wtedy kochała Ją nad życie. Jejku, no właśnie! To już 3 godziny! Jest druga. Nawet nie zauważyła wcześniej, że już kilka osób wyszło. Paula z Tomkiem również, twierdząc uparcie, że Tomek odwiezie Ją nocnym do domu i dopiero wróci do siebie. Jasne, odwiezie Ją do Niej... Ciekawe tylko, czy po drodze hotel, krzaki, czy  może jednak po prostu wylądują u Niej bądź u Niego.
Wklejona w jego ramiona, nie mogła wciąż uwierzyć, że tu są. Że z Nimi pije, pali, robi sobie zdjęcia, których oczywiście teoretycznie nigdy nie ujrzy nikt z po za tej imprezy, no i co chwilę jest w objęciach... TOMA. I przez cały czas przegadują siebie nawzajem, jakby znali się już nie wiadomo ile czasu. W życiu nie czuła się szczęśliwsza...
Opowiadał Jej o koncertach, trasach, o bracie i chłopakach, o milionie fanek, niestety takich, jak Ona... ale było wszystko jedno Jej o czym mówił. Bo tu był. I mówił. Do Niej, i tylko do Niej. I pewnie już nigdy więcej nie będzie miała szansy z Nim tak pogadać, a co dopiero zatańczyć w jego ramionach. Najpiękniejsze urodziny w Jej życiu, nie ma co. Była tak zafascynowana samą sytuacją, że nie zauważyła, iż Tom już jakieś dwie godziny temu stanowczo przestał traktować Ją jak zwykłą, piszczącą na Jego widok  fankę, i rozmawiał z Nią o wiele luźniej niż na samym początku. Och, i nadal patrzył na Nią, rozbierając Ją wzrokiem zwłaszcza, gdy oblizywała wysuszone od alkoholu wargi. W sumie, mógłby Ją śmiało wziąć tam u Niej w pokoju, na tym wielkim łóżku. No, i nie była by to taka zła opcja. Ale wtedy jego brat by Go zabił, bo obiecał, że nic takiego nie odwali. Po za tym, coś Ją jednak różniło od Nich wszystkich. Była taka... normalna. Gdy już ochłonęła, i dotarło do Niej że Oni to Oni, zaczęła Go traktować jak zwykłego faceta. Dogryzali sobie nawzajem, kilka razy nawet dostał od Niej w łeb za głupie odzywki... To było... stanowczo coś nowego, jak dla Niego.

Wszystko się kiedyś kończy. Żegnali się z Tomem nadzwyczaj czule, jak na fakt znajomości fanka-idol, gdy Ali przepychała się z Billem, dobrze zrobieni, dopiekając sobie nawzajem. W końcu, po kilku minutach pożegnań, zaczepek wokalisty i ciemnowłosej, i śmiechów Georga i Gustava, których Ali z resztą jak pokazała myląc Ich imiona, nadal nie rozróżniała, wyszli, gdy w tle załączyło się `It must have been love` Roxette. No naprawdę? Złośliwość przedmiotów martwych...




******

Liza Torress - Nadal jestem utknięta, jakkolwiek śmiesznie to nie brzmi :D Flora dzięki Bogu żyje, i jeszcze nie zeszła na zawał, co jest dobrym znakiem dla ciągu dalszego opowiadania, bo brak jednej z głównych bohaterek mógłby naprawdę skomplikować sprawę :D

Ka. - Tak, mnie wizja Toma krzyczącego w progu też bardzo bawiła :D Co do zaskoczenia, liczę na to, że nasze bohaterki będą miały ich w tej historii wiele, jeśli tylko uda mi się napisać to tak, jak bym chciała oO

Dee - na miejscu Ali myślę, że w końcu też byś zwątpiła :D Co do konsekwencji, prędzej czy później się pojawią, ale przecież, kto by na to patrzył? :D

niedziela, 19 października 2014

Rozdział III

No i mamy kolejny rozdział. A tak w ogóle, to po pisaniu piątego utknęłam, i nie wiem, co z tym faktem zrobić... ; o

Rozdział ciut krótszy od pozostałych, ale nie chciałam Go wzbogacać o kolejne wydarzenia, bo po prostu wolałabym by były w rozdziale następnym :P

******


-No dalej, Ali! Nie wierzę, że nic ciekawego się tam nie wydarzyło. W końcu to miasto jest miastem sław! - krzyczała na mnie Flora, opierając się o drzwi do mojego pokoju, podczas gdy ja beznamiętnie przeglądałam swoją szafę. Cholera, za krótkie, za długa, zbyt ekstrawagancka, nie wchodzę w to, a co to kurwa w ogóle jest, o ja pierdolę to ja je jeszcze mam?!, zbyt obcisłe...
-Flora, nie mam w czym przyjść na Twoją domówkę. Jak tak dalej pójdzie, zrobię większą furorę niż jubilatka, gdyż przyjdę nago. Wybaczysz mi?- spojrzałam na Nią, mówiąc mega poważnym tonem. Parsknęła śmiechem, zamachując głową tak, że wszystkie te Jej piękne, bujne loki rozlazły się w każdą stronę świata. Boże, jaka Ona jest śliczna. Ombre stanowczo podkreśla tylko jej zielone, głębokie, duże oczy i te delikatne rysy twarzy. Śliczne kości policzkowe, i piękne, seksowne, usta. Och, no i figura. Drobna, ale tam gdzie powinna, to krągłości ma tyle, że łał.
-Pożyczę Ci coś, tylko zacznij wreszcie gadać. Wróciłaś trzy dni temu, i nadal nie chcesz mi opowiedzieć kompletnie nic! Myślałam, że nie chciałaś na fejsie, ale na żywo też milczysz!- Rany, jak Ona truje dupę. Cokolwiek nie powiem, zacznie wypytywać o więcej, i więcej,i będzie mnie tak męczyć, aż wyłapie że kłamię, i będzie mnie torturować póki nie wyjawię Jej prawdy. Już jutro były Jej urodziny, a ja umierałam z ciekawości, co też chłopaki wymyślili. Rozejrzałam się po moim wielkim łóżku, całym zawalonym ciuchami. No świetnie... Pośrodku jasnego, sporego pokoju, zrobionego całego w beżach, ta wielka kupa różnokolorowych ubrań na łóżku średnio się prezentowała. Choć z drugiej strony, pasowała trochę do sterty jakiś gazet i dokumentów rozwalonych na niskim stoliku, stojącym tuż pod wiszącą plazmą. Uhh... Matka mnie za ten burdel powiesi.
-...widziałaś Ich?! - usłyszałam sam koniec wypowiedzi. Rany, Alicja, skup się na Niej, bo za moment sięgnie po coś ciężkiego i dostaniesz tym w łeb.
-Kogo ich?- spytałam, kompletnie wybita.
-No, Tokio Hotel! Przecież tam mieszkają! Nie wpadłaś gdzieś na Nich?- patrzyła na mnie z blaskiem nadziei w oczach. Osz kurwa. Odwróciłam się do Niej tyłem, udając, że szukam nadal czegoś w mojej gigantycznej szafie. No jak to jest, że szafa mi się w sumie nie domyka, a nie mam się w co ubrać?!
-Flora, powtarzam po raz kolejny: miałam ciekawsze zajęcia niż przeszukiwanie całego Los Angeles w celu odnalezienia Twojego jakże fantastycznego boysbandu.- i uśmiechnęłam się sama do siebie. Zabrzmiało dość wiarygodnie, chyba. Boże, Flora na prawdę miała umiejętność skanowania mnie, i od razu wiedziała, kiedy kłamię. Jednak tym razem, o dziwo, odpuściła. A ja szybko wykorzystując sytuację zmieniłam temat.
-Więc może idźmy do Ciebie, i poszukajmy czegoś dla mnie, póki nie mówię, że nie przyjdę wcale- wypaliłam, sięgając po moją wielką, czarną torbę. Założyłam moje ukochanie, białe Conversy i wyruszyłyśmy do mojej przyjaciółki.


No i po 2 godzinach z hakiem, postanowiłam. Nie będę zakładać żadnych sukienek, za którymi niespecjalnie przepadałam. Po mimo wielce obrażonej Flory, która nie chciała być sama odwalona jak szczur na otwarcie kanału, ja postanowiłam, że przyjdę w rurkach, bokserce i trampkach. W sumie, nie wiem o co Jej chodziło. Przecież cokolwiek nie zakładała, była tak śliczna i drobna, że wyglądała bosko. Zawsze tłumaczyła mi, że mamy ten sam rozmiar, i że to ja mam ładniejszą buzię, ale nigdy nie chciałam w to wierzyć.
-Bądź u mnie jutro koło 19, błagam! Nie poradzę sobie z rozstawieniem wszystkiego!- wyjęczała, jedząc spaghetti w biegu. Boże, nie dość, że gotuję u siebie, to jeszcze u Niej. I choć to jedno z moich ulubionych zajęć, zwłaszcza kuchnia włoska, dzisiaj na prawdę byłam już na tyle zmęczona, że nawet to nie sprawiało mi większej satysfakcji...

Obudziłam się. No właśnie, cholera, sama z siebie. Coś jest nie tak... Gdzie jest ten telefon... Zaczęłam szukać pod poduszką. Mam! Kurwa mać! 12:30! Wiedziałam, że to zbyt piękne, że obudziłam się sama z siebie. Czemu ja się tak późno ostatnio kładę?! Przed imprezą Flory miałam jeszcze zawieźć papiery do szkoły, wpaść do Olki na kawę, i pomóc Klaudii w wyborze prezentu, i ten obiad u babci... Nosz kurwa, 5 nieodebranych. 3 od Klaudii i dwa od Oli. Wskoczyłam pod prysznic. Zimna woda leciała strumieniami, rozbudzając każdą część mojego ciała, podczas gdy mózg leciał już na pełnych obrotach. Na szybko ubrałam te cholerne jeansowe rurki, białą bokserkę, założyłam branzoletkę od Flory na prawy nadgarstek i wykręciłam do Oli. No trudno, papiery dowiozę pojutrze, bo jutro pewnie zwlokę się z łóżka po 18 gdy będzie już zamknięte, jak po naszej ostatniej imprezie. A niech to... na samo wspomnienie mi niedobrze.
-Ola? Będę za 15 minut!- wykrzyczałam, biorąc torbę i wsuwając nogi w trampki. Fuck. 13:10. Dobra, Ola i szybka kawa, na 14 do babci, z Klaudią umówię się na 17 i do Flory na 19. Tak, życiowy plan. I muszę dać radę. To będzie na prawdę dłuuuuugi dzień... Ziewnęłam, wykrzyczałam mamie `Wychodzę!` i nim zdążyła coś wyjęczeć w odpowiedzi, zamknęłam drzwi od drugiej strony. Nienawidziła, gdy to robiłam...

-Flora, spokojnie, wszyscy są zachwyceni- rzekłam, będąc już po pierwszym drinku. Wyglądała cudownie w tej swojej różowej, obcisłej sukience bez ramiączek. Była gwiazdą, było jedzenie, był alkohol, wszysycy się dogadywali... co miało być nie tak?
-Wiem, wiem. Ale wciąż nie ma Matiego, i Przemka, i Klaudii!! No i po za tym, to jeżeli nadal Tomek będzie tak podrywał Paulę, to skończą za kilka godzin w łóżku, a ja będę miała wyrzuty sumienia- wysyczała, patrząc na już dobrze zrobioną, i oczarowaną naszym kolegą Blondynkę przymrużonymi oczami. Hę? Czemu wyrzuty sumienia?
-Yyyy... że co?- spyatałm, z niezbyt rozgarniętym grymasem na twarzy.
-Pauli facet to mój bliski znajomy, tylko że przez pracę rzadko się widujemy. No i z tego samego powodu Go tu też nie ma.- powiedziała, przewracając oczami gdy zobaczyła, jak Paula ciągnie Tomka za ekspres od bluzy na balkon na szluga.
-Klaudia na pewno będzie, tylko że koło 21. Mówiłam CI już o tym! Mati przyjdzie, bo Cię wielbi, a Przemek jest pieprzonym dupkiem, więc niech lepiej nie przychodzi wcale.- rzuciłam, przypominając sobie, że nie tylko o tę cycatą dziewczynę Jej kumpla chodziło. Boże, jak my się mieścimy w już 15 osób w pokoju Jej mamy to ja nie wiem. Fakt- jest dość spory, ale nas też nie jest mało. No i że jeszcze nie rozleźliśmy się po innych pomieszczeniach to akurat kompletny szok.
-No, a tak w ogóle, to co z moim prezentem od Ciebie?- spytała, patrząc na mnie z uśmiechem. Fuck. Jeśli Bill zapomniał, to przysięgam, że pojadę do LA, wpadnę do Nich niepytając mojego ulubieńca-ochroniarza o zgodę, wykrzykując `KAULITZ, PRZYJECHAŁAM CI PRZYJEBAĆ W ŁEB!!!`. Całkiem ciekawa perspektywa na kolejny mój wyjazd.
-Na pewno niedługo przyjdzie, a wtedy na prawdę się zdziwisz- powiedziałam, wytykając Jej język.
I tak to leciało, drinki, wino, fajki na balkonie, w między czasie nawet zaczęły się tańce, durne zdjęcia, sweet focie, selfie, i hashtagi pojawiające się już na fejsie, a prezentu jak nie było, tak nie ma. Nastała 22. No kurwa jego mać. Pierdolony Bill. Zabiję Go, przysięgam, przy najbliższej okazji. Która pewnie nie nadejdzie zbyt szybko, ale i tak to nie zmienia faktu, że Go zamorduję.
Już lekko wcięta wyszłam na balkon zapalić. Stanęłam, opierając się łokciami o barierkę, i, odpalając papierosa,  usłyszałam jak ktoś wręcz z impetem wypada na balkon.
-Aliiii! Przyszedł Mati. I pyta, gdzie jesteś... - wyjęczała z maślanymi oczami Flora. No nie. Przecież co za różnica, skoro ja niekoniecznie mam ochotę z Nim rozmawiać, zwłaszcza na imprezie urodzinowej mojej przyjaciółki?
-Flora, Skarbie, powiedz Mu, że jak tylko usłyszałam że chce ze mną porozmawiać, od razu zdecydowałam się na wycieczkę na Syberię.- wyjęczałam TYM swoim tonem. Boże, jak ja dziwnie mówię po alkoholu. Hah.
-Okej, czyli u mnie na imprezie ma zakaz poruszania tematu Waszego czegoś na kształt związku?- zaśmiała się, wytknęła mi język, i wyszła. Jakież to złośliwe stworzenie, boże, czemuś mnie Nią pokarał?!
Jakoś koło godziny chwilę przed 23 byłam już naprawdę zdemotywowana. Nie miałam nawet prezentu alternatywnego, bo nie przewidziałam wpadki ze strony chłopaków... Skleroza w tak młodym wieku to raczej rzadkość, więc to czysty objaw ignorancji. I nagle, gdy nuciłam sobie Dona i Cleo- Brać, patrząc, jak wszyscy tańczą, i zerkając kątem oka na to że Paula zaraz wejdzie Tomkowi do ust caluteńka, usłyszałam dzwonek. No kurwa. Przecież wszyscy już są, to musi być jakiś prywatny kurier z moim prezentem! Och tak!
-Ali, mogłabyś otworzyć?- spytała Flora z papierosem w ręku na balkonie. Kurwa, przecież Flora nie pali! Albo jest aż tak wściekła na żmijowatą blondynkę pożerającą naszego kumpla, albo się spiła. Spojrzałam przez wizjer. No proszę, postarali się. Tort tak gigantczny z figurkami członków zespołu i świeczkiami `22` że nawet kuriera nie widać. Otworzyłam drzwi i wydukałam `proszę wejść'. No i tak jak WESZLI, tak ja zbladłam.
-Flooooraaaa...- wykrzyczałam stojąc dalej w przedpokoju.
-No co jest? Miałaś przecież otworzyć!- wykrzyknęła, wchodząc z balkonu do domu. A ja, blada, z nogami jak z waty, stałam i zdołałam tylko powiedzieć `wszystkiego najlepszego`, gdy Ona przyszła, zrobiła się biała jak ściana przedpokoju, oczy miała większe od 5 złotówek, a z nich poleciały łzy. O żesz kurwa...
-Cześć Ali! Flora, wszystkiego najlepszego!- wykrzyczał Tom trzymający tort, stojący obok Georga i Gustava, których nadal nie rozróżniam, a  Bill będąc na samym tyle dodał z tym swoim uśmieszkiem -Obiecałem Ci Ali, że prezent będzie wyjątkowy, i jest!- i w tym momencie zauważyłam, że Flora kompletnie zapomniała, jak oddychać...



******

Liza Torress - Dokładnie, faceci... %-) im zbyt wiele tak naprawdę do szczęścia nie trzeba ; )

tviggy Kaulitz - spokojnie, Bill jak się jeszcze okaże i tak ma wystarczająco namieszane w życiu... niestety . : )

Ka. - no właśnie. Ali nie jest fanką, więc nie do końca wiedziała, co robi. I aktualnie po tym rozdziale raczej nie sądzę, by Flora miała Jej zazdrościć :D

Convulette - własnie, mówiłam, Bill wcale nie jest póki co taki zły :P

Dee - bylaś blisko. że też nie wpadłam na ten pomysł z Tomem w paczce wysłanym pocztą sama, przed napisaniem tego rozdziału... :D i tak, Ali raczej najpierw robi, potem myśli, i cały czas Jej pada na mózg :P

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział II

O rany, wcale się Was aż tylu nie spodziewałam, ale jest mi niezmiernie miło <3 hmm... moje kolejne wypociny ... nie wiem, jak to wygląda. Zdaję się na Was ;o


********



No więc, kiedy już w końcu po na prawdę długich próbach udało mi się opanować swój jakże szyderczy  śmiech pod wpływem jego obrażonych, i jednocześnie przerażonych oczu, również skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej. Patrzyłam na Niego w sposób tak obojętny, jak tylko umiałam. I nagle odkryłam, że w sumie, wygląda znacznie lepiej niż wcześniej. Kurwa. Skup się. Boże, jak można być takim ignorantem, by nie wiedzieć, z kim się kurwa sypia! Nie byłam idealna, poukładana, czy grzeczna. Nie mówię, że należałam do takich, co to aż po grób, na całe życie, i takie tam jakieś inne dziwne historie. Ale może bez przesady...
-Nie pamiętasz mnie, prawda?- spytałam, unosząc prawą brew. W duchu miałam taki ubaw, jak jeszcze nigdy w życiu z powodu żadnego faceta, choć tak na prawdę cała sytuacja była beznadziejnie... beznadziejna. Przecież nie powinnam tak naprawdę mieć w ogóle do Niego o takie rzeczy pretensji, czyż nie? Nie mój cyrk, nie moje małpy, nie mój wóz, nie będzie mnie wiózł, i jakieś tam inne frazesy. No i wtedy się zaczęło. Że trasy, że mnóstwo alkoholu, inne używki, że to na prawdę nie tak, że dużo przeszedł przed samą trasą, i oddał się w ramiona zapomnienia, że mógłby przysiąc, że On na prawdę z nikim nic...
-Aż tu nagle, Ty tak po prostu, zjawiasz się z... eeee... moją córką... Jak w ogóle dałaś Jej na imię?-  spytał na koniec jakże fascynującego wywodu. W sumie, po cholerę mi się tłumaczył? Przecież który gwiazdor obracający się z takim zespołem, pamiętałby cokolwiek takiego, jak jednorazowy numerek z jakąś panną w trasie. O rany... Nie wytrzymałam. Ryknęłam kolejnym śmiechem, co jego znowu nie bardzo zadowoliło. Miał bardzo... wymowną mimikę twarzy. Co jeszcze bardziej w całej sytuacji mnie bawiło.
-Nie pamiętasz mnie, i masz do tego święte prawo, mój drogi, ale dobrze wiedzieć że odstawiacie takie numery że nawet nie wiesz co robisz. Po pierwsze- to nie jest Twoje dziecko, po drugie, to nawet nie jest moje dziecko, tylko moja siostra! Po trzecie, nawet nigdy ze mną nie spałeś, a po czwarte- w życiu mnie nie widziałeś na oczy bo nie jestem nawet Twoją fanką, Ba, ledwo znam kilka Twoich kawałków. Jednak zanim wezwiesz ochronę, błagam, bądź łaskawy zawołać chłopaków i wysłuchajcie mnie po tym, ile zadałam sobie trudu, by się tu dostać z Polski, spoko?- wystrzeliłam słowami jak katarynka. No tak, ja i moje słowotoki w momentach kryzysowych. Patrzył na mnie, w znacznie większym szoku, niż jeszcze dwie minuty temu. Huuu, a myślałam, że bardziej niż jego własne dziecko nic go nie zdziwi.Przez dłuższą chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami, przez co zaczynało mi się robić słabo. On patrzył, jakby próbował w jakikolwiek sensowny sposób wytłumaczyć mnie, i całą tę sytuację, a ja błagalnie, modląc się w duchu, by mi się jednak udało. Boże, byłam szalona, ale czego nie robi się dla przyjaciół, co nie?!
Po chwili przeczesał swe dość krótkie, jak na Niego, blond włosy, i zniknął za drzwiami wielkiego pomieszczenia. O kurwa, chyba jestem w dupie. Nosz kurwa, poszedł po tego ogromnego goryla, z którym raczej nie przypadliśmy sobie do gustu. Na pewno. I zaraz mnie stąd wypierdolą z takim hukiem, że aż Flora usłyszy w Polsce uderzenie mojej dupy o drogę przed bramą. Fuck, fuck, fuck... Niedobrze. No cóż. Nie było Go dłuższą chwilę, więc wyjęłam Małą z wózka, skoro i tak już nie spała. Rozłożyłyśmy się na tej gigantycznej, beżowej kanapie i zaczęłam się z Nią bawić. Gadałam do Niej, śmiałam się, cały czas nad Nią pochylona. Boże, jak ja kochałam, gdy moje Malutkie Słoneczko się uśmiechało...! Uwielbiałam się Nią zajmować, ku wielkiej radości mojej mamy. Kurde, gdyby Ona wiedziała, gdzie ja teraz zabrałam Małą, podczas gdy Ona siedzi w spa... Ha! Zostałabym zamordowana. Przez własną rodzicielkę. Nagle usłyszałam odchrząknięcie. Osz kurwa. Wyprostowałam się, odeszłam od kanapy, i... ujrzałam cały zespół. Cała czwórka stała i bezczelnie się na mnie gapiła, a w zasadzie, to bezpośrednio na moja dupę. No naprawdę...? Ciekawe, ile tam już stoją. I znowu poczułam, jak na moich policzkach pojawia się piękny, czerwony, ognisty kolorek... Boże, czy ja kiedykolwiek przestanę się rumienić? Ku mojemu zdziwieniu, Bill podszedł do Ani, i, zabawiając Ją (no przecież mówiłam, że to nie nasze dziecko!), rzucił
-No więc, słuchamy Cię uważnie, eee... yyy... przedstawiłaś się w ogóle?- i w tej chwili chłopaki zaczęli się śmiać. Ja z resztą też nie wytrzymałam, i lekko parsknęłam.
-Stary, dupa przychodzi, wmawia Ci, że to Twój dzieciak, a Ty Jej nawet kurwa o imię nie zapytałeś?! Nie no, właśnie zostałeś moim mistrzem!- rzucił Tom, nie przestając się brechtać. I w sumie, miał rację. No kurwa, z drugiej strony, ja też się mogłam przedstawić. Brawa i dla mnie, i dla Niego !
-Ala. Tak, cześć Wam wszystkim tak w ogóle, czy coś.  I przepraszam za takie niefortunne wejście i zamieszanie na samym wstępie, zwłaszcza Ciebie, Bill- spojrzałam w Jego kierunku, a On przewrócił oczami, nie przerywając nawet zabawiania Małej. Kurwa! To ja zawsze tak reaguję!
-No cóż... Generalnie, naprawdę, mimo tego jak to wygląda, nie jestem Waszą fanką. I nie wyciągnę zaraz z torebki koszulki z Waszym zdjęciem krzycząc `JEEEEJ! PODPISZECIE?!` i w ogóle, pewnie Was to zdziwi, ale tak na prawdę, to niewiele o Was wiem ani niewiele znam Waszych kawałków, ale...- i tu przerwał mi Tom.
-Postanowiłaś stać się naszą fanką w ramach czego w dość dziwny sposób zaczęłaś, bo chcesz ukraść nam bieliznę, ale uznałaś, że to nie wypali?
-Nie, gdybym chciała Twoją bieliznę, zaciągnęła bym Cię po Waszym koncercie w Polsce `przypadkiem` do jakiegokolwiek kibla, używając dobrej wymówki do zdjęcia bokserek, i zostawiłabym Cię niespełnionego- odpowiedziałam, ze słodkim uśmiechem na twarzy.
-Okej, Bill, ja już Ją lubię, więc w sumie śmiało możesz Jej machnąć tego dzieciaka, gdybyś jednak chciał- Tom spojrzał z uśmiechem, po czym, gdy Bill zmierzył Go morderczym wzrokiem, dodał -W takim razie kontynuuj.
-Więc, mam przyjaciółkę, Florę. Kocha Was ponad życie, odkąd tylko się pojawiliście, i w sumie, zanim jeszcze staliście się na prawdę mega sławni w Polsce, Ona miała już Waszą pierwszą płytę. A ja kocham Ją, całym swoim sercem. Dlatego kiedy ostatnio powiedziała, że gdyby miała Wasze autografy z dedykacją, mogłaby umrzeć szczęśliwa i spełniona, postanowiłam, że w ramach 22 urodzin które są za chwilę, spróbuję jakoś to załatwić. Wiem., że wybrałam dość dziwny sposób, ale...
-W sumie, to bardzo kontrowersyjny, wyjątkowy, i taki, którego jeszcze nie było. Gratulacje- uśmiechnął się Bill z nad Ani.
-No, w takim razie, dajcie mi to cholerne zdjęcie z podpisami z dopiskiem `dla Flory`, a ja Wam bardzo serdecznie podziękuję, i więcej nie będę Wam zatruwać życia- TADAAAAM! Udało się. Doszłam do sedna. I nadal tu stoję. Nadal nikt nie stąd nie wyrzucił, a chłopaki nawet w miarę ze mną rozmawiają. Hell yeah. Kocham swój popierdolony umysł wymyślający tak szalone pomysły. Patrzyłam na Nich wszystkich po kolei wyczekująco, ale żaden nawet nie drgnął. Nosz kurwa, nad czym Oni tak myślą? Czy to takie skomplikowane wziąć jedno ze stosu zdjęć, który chuj wie gdzie się znajduje, które podpisują dla fanek, podpisać z dedykacją, i dać mi do ręki...? Bill nagle podniósł się, wziął Anię, na rączki, po czym spytał - I kiedy niby są dokładnie urodziny Flory? I dlaczego Ona sama nie próbowała ich zdobyć na przykład na koncertach, czy... no..  cokolwiek? - a ja aż się zagotowałam. No ja pierdolę
-24 maja. Boże, Bill, naprawdę?! Jak można się do Was, kurwa, dobić nie będąc kimkolwiek szczególnym, gwiazdą, bądź fanką posuwającą się do totalnie szalonych, niemoralnych, i popierdolonych pomysłów w celu dostania autografu?- spojrzałam na Niego zdegustowana. Niestety, ale jeden z chłopaków, Georg czy Gustav, których nie bardzo rozróżniam, słusznie zauważył -Tak niemoralnych, i szalonych, jak na przykład Ty teraz?- a ja z wrażenia podeszłam do kanapy i opadłam na nią. Kurwa. A byłam tak blisko. No cóż. Shit happens. Chyba mogę wrócić już do domu. Florze nawet nic nie napomknę, bo i tak mi nie uwierzy.
-Dlatego właśnie to ja tu jestem, nie Ona. Ona jest... trochę... bardziej ogarnięta, subtelna, i przede wszystkim bardziej nieśmiała. Ale spoko... Nic na siłę... Dobra, wracam w takim razie do hotelu. Sorry za utrudnienie, rozjebanie harmonogramu, i za co tam jeszcze powinnam... - powiedziałam, wstając, i chcąc zabrać moją małą Anię od Billa, ale On się z Nią odsunął. Spojrzał na mnie, uśmiechając się tak, że o rany, nawet mi się ciepło zrobiło. Kurwa, dziwne.
-A kto powiedział, że Ci nie pomożemy? Podaj nam konkretny adres. Wyślemy coś lepszego, niż samo zdjęcie z podpisami, i dotrze to idealnie w dniu urodzin. I oczywiście napomkniemy, że prezent jest także od Ciebie. W końcu, czego się nie robi dla fanek, które mają tak pierdolnięte przyjaciółki?- spytał, kładąc Małą do wózka. Aaaaa! Mega. Reszta uśmiechnęła się podejrzanie, jakby wiedzieli co Mu chodzi po głowie, i byłoby to coś na prawdę... bo ja wiem, intrygującego? Szalonego? Chuj wie. Z resztą, cała ta sytuacja jest szalona, więc co mnie w sumie dziwi. Ale kurwa, najważniejsze- na prawdę się udało.
Tak więc, podałam Im adres, opowiedziałam trochę o Florze, o tym, że taka popierdolona, niestety, jestem na co dzień, i że to nie jednorazowy wybryk, i ogólnie trochę pogadaliśmy. O dziwo, i Tomowi i Billowi podeszłam tak do gustu, że nawet mnie odwieźli autem Billa (kurwa, piękne i duże, muszę znaleźć markę tego auta w necie, och ja i moje autoznawstwo!) pod sam hotel. Ja pierdolę... Flora, gdy dostanie od Nich eee... yyy... cokolwiek będące prezentem, chyba zemdleje. Tak! Udało się! Ha, jestem nienormalna. A Moja mała zielonooka przyjaciółka ma szczęście, że właśnie za to mnie kocha! I pomyśleć, że kiedyś za sobą nie przepadałyśmy. Cóż, tak to jest, jak się nie zna ludzi a się Ich ocenia... Ja, zwariowana, zakręcona, spontaniczna, wszędzie mnie pełno. A Ona była sobie cichutką, drobną, skromną perełką. Tak, była. Dopóki nie poznała mnie bliżej. Mam stanowczo zły wpływ na ludzi. No, ale cóż. Zdarza się. No bo co zrobisz? No nic nie zrobisz! Teraz mogę z czystym sumieniem wrócić z wakacji do Polski. Dobrze, że mama nie wie, czemu uparłam się akurat na urlop w  LA, bo uznałaby, że postradałam zmysły. A może nawet miałaby rację...?







******



 Sadness ( już Liza Torress xd )  - myślę, że teraz jest troszeczkę jaśniej, prawda.? ; d

Dee - rany, nie masz pojęcia, jak się cieszę, że tu wylądowałaś! czytając Twój komentarz miałam tak ogromny zaciesz na buzi, że łaaał :D

Ka. - dzięki za poprawienie. i nie mówię tego złośliwie, gdyż, naprawdę, nie miałam pojęcia ; o tam, gdzie wyłapałam w już napisanych rozdziałach, poprawiłam : ) domyślam się że może niezbyt oryginalne, i jak narazie, rozgrywam to powoli po swojemu, choć sama niebardzo wiem, na czym stoję :)

Convulette - z drugiej strony... czy na prawdę z tego Billa aż taki dupek .? ; )

Sylwana - mam nadzieję, że nie zawiodę, bo pomysłów mnóstwo, ale nie wiem, co WY na to ;*

attention TH - dziękuję! <3

czwartek, 9 października 2014

Rozdział I

No więc... jest i pierwszy rozdział... Miło by mi było, gdyby ludzie, którzy to faktycznie czytają, napisali cokolwiek, bym wiedziała, że moje wypociny mają trochę sensu ; D także tego, no. Dzięki za uwagę and... enjoy ! ; *

******


         Szłam tymi cholernymi uliczkami, szukając tego pięęęknego  domu ze zdjęć. Dobrze, że jest tego choć troszeczkę w necie, bo tak to nawet nie miałabym pojęcia czego szukać. No tak, najbardziej zagorzałą fanką to ja nie byłam. W sumie, jak na ironię losu, nie byłam nią wcale. No właśnie, więc co ja, do cholery jasnej, wyprawiałam?! O, jakże to był masakrycznie głupi pomysł... Na coś tak durnego i szalonego jednocześnie mogłam wpaść tylko ja. Zatrzymałam wózek, i podałam smoczka Ani. Nie chciałam, by obudziła się za szybko, gdyż wtedy na pewno bym się nią zajęła i miała idealne wytłumaczenie przed samą sobą na wycofanie się z totalnego bagna, w jakie za chwilę planowałam się wpakować. A na prawdę, nie po to zjawiłam się w tym pieprzonym LA, żeby teraz sobie odpuścić i wrócić do domu kompletnie z niczym. Spięłam swoje długie, ciemnobrązowe włosy gumką, którą miałam na nadgarstku, w koka na czubku głowy, i poprawilłam sobie lustrzane okulary przeciwsłoneczne na nosie. O rany, było tak cholernie gorąco, że aż szkoda mi było Małej ciągać w taką pogodę. Biała bokserka, króciuteńkie spodenki jeansowe i sandałki na szpilce sprawiły, że mimo prowadzenia wózka, nadal płeć męska się za mną odwracała, co jeszcze bardziej odbierało mi pewność siebie i dodawało jakiegoś cholernego stresu... Kurwa, co ja robię? Chyba ostatnio naczytałam się o Nich zbyt dużo opowiadań. Albo w ogóle zbyt dużo się naczytałam, skoro wpadłam na tak idiotyczny pomysł, i uważałam, że to się na prawdę uda. A może ja po prostu zwariowałam, i powinni byli mnie zamknąć w jakimś ośrodku...? Z drugiej strony, jeśli tak, to powinnam być w pokoju bez klamek już dawno, dawno temu. Delikatnie uchyliłam okulary, i moje i tak już nienaturalnie spore, czekoladowe oczy, otworzyły się jeszcze szerzej... O w cholerę. To tutaj. W sumie, z mojej perpektywy, wydawało się to w chuj większe niż na zdjęciach. Na chwilę zapomniałam jak oddychać. Ha! No niesamowite, więc jednak na prawdę bywały jakieś sytuacje, w których się stresowałam. Stanęłam kilka metrów od bramy, sięgając po papierosa. Niech to szlag...! Obiecałam sobie, że w życiu nie zapalę idąc z wózkiem. Wdech, wydech, wdech, wydech... Przecież to nic takiego. Na prawdę nie jesteś jedną z tych zakręconych fanek, piszczących na Ich widok. I na prawdę nie masz na Ich punkcie obsesji, i na prawdę to wszystko nie jest tak, jak to za chwilę mogłoby wyglądać... Powinni zrozumieć. Bo przecież sytuacja, choć na pewno dla Nich dziwna, będzie dość prosta i racjonalnie wyjaśniona. Ta... racjonalnie. Na pewno. Zaczęły mi się pocić dłonie. Oho, zaczynało się... I już wymyślałam jakiekolwiek wymówki sama przed sobą. Że Mała niedługo będzie głodna (nieważne, że jadła pół godziny  temu!), że nie mam jak tam wejść, bo na pewno jest jakakolwiek ochrona, czy cokolwiek w ten deseń, że głupotą totalną było w ogóle zapuszczenie się w tę okolicę. Kurwa, Ala, weź się w garść, i zrób to, co powinnaś zrobić, bo druga taka okazja się nie nadarzy. Wyobraziłam sobie Florę. O, jakże byłaby ze mnie dumna, gdyby wiedziała, że postanowiłam tego dokonać. Ha! A gdyby zobaczyła, że planuję wykombinować cokolwiek, by się wycofać, zaraz pewnie zaczęła by kręcić głową, machając na prawo i lewo tą swoją burzą pięknych, ciemnych loków z blond końcówkami, i karcąc mnie spojrzeniem swych wielkich, pięknych, ciemnozielonych oczu... Tak, stanowczo muszę to zrobić. Nieświadomie, nie wiem  jakim cudem, znalazłam się centralnie pod bramą, zza której obserwował mnie mniej więcej dwumetrowy, szeroki mężczyzna. Garnitur, czarne okulary, łysy... Że On jeszcze nie padł z gorąca. Ja bym w tym garniturze umarła, co nie było by w sumie w mojej sytuacji takim głupim wyjściem. Spojrzał na mnie z nad okularów, a ja poczułam, jak wyszły mi na policzki piękne, ogromne, czerwone rumieńce... Dobra, kurwa, powtarzam, weź się w garść. Natychmiast ! Nienawidziłam opierdalać samej siebie w myślach, no ale czasem to pomagało. Wyobraziłam sobie, jak to wszystko się potoczy... Uznałam nagle, że nawet jeśli się nie uda, bo przecież w sumie było to skazane na porażkę, to i tak będzie to jedna z największych przygód i jednocześnie głupot w moim życiu. No, a że zaliczałam się do tych, którzy często robili coś na prawdę mega głupiego, to stwierdziłam,  że chuj tam. Zdjęłam okulary, i spojrzałam na Niego beznamiętnym wzrokiem.
-Chcę rozmawiać z Billem. Teraz. Mógłbyś mi to łaskawie ułatwić, wpuszczając mnie na teren rezydencji?- spytałam z ironicznym uśmiechem. WIedziałam, że jeśli na prawdę chcę się tam dostać, to musiałam być tak bezczelna, jak tylko potrafiłam. A w tej sytuacji po dzwio- nie potrafiłam. Jakoś w naturalnych warunkach na prawdę takie rzeczy wychodziły mi o wiele lepiej...
-Moja droga, nie wiem, co sobie ubzdurałaś w tej główce, ale nie ma cienia szans, byś się tu dostała. Przykro mi bardzo, ale możesz zawrócić tam, skąd przybyłaś. - odpowiedział, niespecjalnie nawet na mnie zwracając uwagę. Osz Ty ... milion epitetów na raz przemknęło mi przez głowę. Kurwa ! Musiałam tam wejść, choćbym miała wjechać czołgiem, by pociągnąć to dalej. Inaczej nie miałam jak powiedzieć Mu o tym, że na prawdę potrzebowałam Jego pomocy. Jakkolwiek desperacko i idiotycznie to nie brzmiało.
-Słuchaj, na prawdę nie chcę być niemiła ani natrętna, ale widzisz Ją?- pokazałm Mu małą Anię w wózeczku. Spojrzał, zdejmując okulary. -Powiedz Billowi, że albo ten `mały problem` omówi ze mną tu i teraz, albo w sądzie, robiąc przy tym szał na cały świat w kwestii sugestii jego ojcostwa. Myślę, że paparazzi szybko się zainteresują naszą historią, nie sądzisz?- spytałam, obojętnie spoglądając na Niego, po czym poprawiłam Małej parasolkę przy wózku, by słońce Jej nie świeciło. Kątem oka zauważyłam, że mój nowy, wielki przyjaciel... nagle zbladł! Odszedł kawałek, mówiąc coś do swojej zajebistej, wyglądającej jak zabawka, krótkofalówki, czy cokolwiek to było. Cóż, On się odsunął, więc ja weszłam. No przecież nie weźmie za fraki i mnie i wózka, wyrzucając nas stąd z hukiem. Najwyżej subtelnie wyprosi, a my wtedy wyjdziemy. Jednak, o dziwo, rzucił-Pan Kaulitz  czeka na panienkę z niecierpliwością. - i gestem zapraszającym machnął w kierunku drogi prowadzącej chyba do wejścia tego gigantycznego budynku. O żesz kurwa... Serce tłukło tak, że byłam w szoku, iż nie zeszłam jeszcze na zawał. Pomijając fakt, że trzęsłam się jak galaretka w rękach alkoholika niepijącego trzeci dzień z rzędu. Kolejny ochroniarz, chyba wychodząc nagle z pod ziemi, postanowił mi pomóc z wózkiem. O kurwa, kurwa, kurwa... weszłam do środka. I zrobiło mi się słabo. I to wcale nie z powodu przepychu, jaki tu panował- bo to nie to. To tylko fakt, że... nie miała pojęcia, co ja mam Mu dalej powiedzieć! Ironicznie, w głowie miałam cały zarys sytuacji, co i jak, i na co odpowiadać. ALe w praktyce oczywiście nic z tego. Fuck ! Weszłam do salonu, który był jakieś 3 razy większy od mojego mieszkania. Ha! No pięknie, panowie ! I na kanapie niestety dotrzegłam Billa. Bladego, przerażonego, patrzącego na mnie jak na ducha. Wstał, robiąc trzy kroki w naszą stronę. O, proszę. Nawet w miarę luźnie był ubrany, dzięki czemu nie zjebałam go w myślach po raz kolejny za ten cholernie gejowski wygląd. Mhmm, i co teraz...? Co ja mam Mu, do cholery, powiedzieć ?! Stanęłam z wózkiem, i przez chwilę uparcie mierzyliśmy się wzrokiem w ciszy. Zwróciłam uwagę jak zawsze na jego makijaż. Delikatniejszy niż zwykle, ale kurwa, jak zawsze, mocniejszy i lepszy (cholera jasna!) od mojego. W ogóle wyglądał trochę inaczej, niż Go sobie mój umysł zakodował jak wyglądać powinien po tylu zdjęciach z dziwnymi fryzurami i takie tam... Powoli podszedł do wózka. A ja nawet ani drgnęłam. Patrzyłam tylko na to, powoli rozszerzając usta w cynicznym uśmiechu. Co za idiota...
-Eeeee... my... czy... czy to jest moja córka?- wykrztusił w końcu z siebie, delikatnie dotykając rączki Małej, a ja pierdolnęłam takim śmiechem, jakim nawet nie wiedziałam, że potrafię. I śmiałam się tak z Niego, gdy On wyprostował się, i skrzyżował ręce na klatce piersiowej, patrząc urażonym wzrokiem. No nie wierzę! No kurwa. Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę! Jak można być takim idiotą, i jednocześnie dupkiem, by nie pamiętać, kogo się pieprzy?!




********


I jak? Tylko szczerze!! ; D